Polecam żeby się odpowiednio nastroić! Moim zdaniem ta piosenka idealnie oddaje charakter i sposób bycia Leny!
Pisząc ten rozdział siedzę, a raczej leżę, na sofie w stołowym wyłożonej miękkimi "włochaczami" (owcze futro?!) i prowadzę interesującą konwersację na temat niezniszczalności Noki z moim młodszym bratem. Choć wstałam już dwie godziny temu nie chce mi się ogarniać. Jestem zajęta budowaniem charakteru Leny, 100% autentycznej postaci z mojego życia, z którą przegadałam wczoraj ponad 3 godziny na skype, rozmawiając o urokach Barcelońskich toalet. Tak, my potrafimy!
-Widzę, że teraz obydwie mamy Wiktorów...-powiedziała Lena kładąc na ławce swoją czarną, nabijaną ćwiekami torbę. Wszystko wiedzące spojrzenie dziewczyny przebiło się przez jej długą, brązową grzywkę i trafiła mnie prosto w czoło. Gdybym sama nie wymyśliła sobie tego ciosu prawdo podobnie teraz jęczałabym z bólu pochylając się nad zeszytem do geometrii. Zamiast tego zmierzyłam przyjaciółkę pilnym wzrokiem. Idealnie proste ciemno brązowe włosy poruszyły się nieznacznie, kiedy usiadła obok mnie. Zajęta wyciąganiem zeszytów, cyrkli i innych matematycznych cud sprawiała wrażenie spokojnej, przykładnej uczennicy. Prymusem ze średnią 5,0 owszem była, ale do cichej myszki było jej daleko. Ze śniadą karnacją, dużymi ciemnymi oczami i zgrabną sylwetką była obiektem westchnień chłopaków. Na szczęście swoimi ciętymi ripostami i złośliwymi uwagami umiejętnie odstraszała całą zgraję adoratorów by móc się oddać tęsknocie za Wiktorem. Poznany na obozie sportowym obywatel Krakowa przyprawiał Lenę o palpitacje serca już od dwóch lat. Razem obalili mit o nietrwałości związków na odległość spędzając na skype całe popołudnia, razem odrabiając lekcję, czytając, oglądając telewizję. Byli po prostu nierozłączalni.
-Co masz na myśli?-zapytałam wykorzystując ostatnią szansę na luźną pogawędkę przed sprawdzeniem obecności. Lena głęboko westchnęła i z dezaprobatą odczyniła facepalma wyginając nienaturalnie palce. To była kolejna, nie pomijając umiejętności strzelania biodrami, dziwna zdolność mojej przyjaciółki.
-Dżul, czy ty próbujesz mi wmówić, że kurka wodna, ze sobą nie chodzicie?-zapytała podpierając ręką brodę. Dobra, Lena była mistrzynią dojrzałej konwersacji opartej na jej silnej woli i umiejętności rozwiązywania problemów.
-Nie wiem czy można tak to nazwać...-odparłam ciszej bo pani zaczęła już sprawdzać obecność.Po chwili zastanowienie dodałam-Wiesz my się tylko przyjaźnimy...
-Julio, ty weź mnie do cholery nie denerwuj!-powiedziała trochę za głośno Lena. W klasie rozległy się pojedyncze chichoty. Jedynie nauczycielka z wyraźnym pokręciła głową i wzięła się za moralizowanie mojej przyjaciółki.
-Leno, co to ma znaczyć?-zapytała odkładając swoje obowiązki na później. Wszelkie szmery na sali ucichły. Teraz wszyscy, łącznie ze mną, oczekiwali pasjonującej wymiany zdań. Moja przyjaciółka przygotowując się do pojedynku odchyliła się lekko na krześle, zachowując oczywiście wszelkie środki ostrożności. Na jej twarzy pojawił się niewinny uśmiech, który tak bardzo kochali chłopcy i starsze panie.
-Proszę pani, ja też nie wiem! Nie mogę sobie wyobrazić jak Julia chce przepuścić taką okazję!-zaczęła przybierając poważny ton. Na mojej twarzy wykwitł dobrze wam już znany rumieniec.
-Lena, ukatrupię cię kiedyś...-syknęłam trącając ją łokciem. Dziewczyna nic sobie z tego nie robiła i kontynuowała, ku uciesze klasy i coraz większym zdziwieniu nauczycielki, swój wywód.
-Czy zna pani Wiktora blondyna z 2a?-zapytała słodko.
-Tak Leno, ale co to ma do rzeczy?-zdziwiła się nauczycielka, która wydawała się coraz bardziej zaciekawiona dyskusją z Leną. W kącikach jej pomalowanych na pudrowy róż ust zaczął pojawiać się tłumiony od dawna uśmiech.
-Niech sobie pani wyobrazi, że Julia...-odparła wskazując mnie idealnie wymaniciruwanym paznokciem.-Ta tutaj, właścicielka piątki z matematyki, którą zresztą bardzo słusznie jej pani postawiła, chce zaprzepaścić szansę na chodzenie z Wiktorem!
Rozejrzałam się speszona po klasie. Na szczęście uczniowie po raz kolejny wykazali się niezwykłym taktem i nie komentowali, przy najmniej głośno, zachowania Leny. Mimo to uznałam za konieczność obronę mojego honoru.
-To nie tak jak pani myśli...-powiedziałam zawstydzona zachowaniem mojej przyjaciółki. Daję słowo, że kiedyś ją zadźgam. Zadźgam ją ekierką, linijką, cyrklem!
-Spokojnie moja droga, czy to prawda?-zapytała delikatnie nauczycielka zwracając się teraz tylko i wyłącznie do mnie. Lena usatysfakcjonowana swoimi działaniami zagłębiła się teraz w lekturze podręcznika co rusz posyłając mi prowokujące uśmiechy.
-Tak proszę pani...-odparłam skutecznie nauczona przez wszystkie pokolenia babć, dziadków i ciotek szacunku do prawdy i dorosłych. Przyznam szczerze, że nie potrafiłam kłamać. Musiałam zaprzestać moje nieumiejętne próby ściemniania w czwartej klasie bo ludzie śmiali się z moich wymówek. No bo jak tu uwierzyć, że młodszy brat zamiast zeskanować moją kartę ocen wrzucił ją do niszczarki?
-Powiem ci jedno Julio. Nie trać szansy.-poradziła mi nauczycielka teatralnie zsuwając okulary.-Dobrze, moi drodzy koniec na dzisiaj romantycznych wywodów. Leno, proszę cię do tablicy! Wiem jak bardzo uwielbiasz układy współrzędnych.
Z ulgą otworzyłam zeszyt posyłając Lenie tryumfalne, a zarazem pełne ulgi spojrzenie. Dziewczyna już mniej zadowolona, z trudem podniosła się z krzesła i podeszła do tablicy. Zaczęła się kolejna, normalna lekcja matematyki wypełniona liczbami, marudzeniem Leny i rysowaniem po marginesach. Jedyną rzeczą jaka się zmieniła był mój pogląd na nauczycielkę matematyki i jej stosunek do uczniów.
-Nauczyciel też człowiek...-wyszeptałam nie popełniając błędu Leny, jak najcichszym tonem. Uśmiechnęłam się sama do siebie, chwyciłam linijkę i zaczęłam zmagania z osią rzędnych i odciętych....
"Nauczyciel też człowiek" ;D. Następna genialna część. Nic dodać, nic ująć - świetne. Będę wpadać częściej.
OdpowiedzUsuńPS. Dzięki za komentarz i dodanie się do obserwatorów na moim blogu ;).
A no i jeszcze zapomniałam wspomnieć o świetnej piosence.
UsuńDzięki! Akcja zacznie się dopiero rozwijać za jakieś dwa, trzy rozdziały, ale cieszę się, że już ci się podoba ;) Piosenka rzeczywiście jest genialna, nie mogę od niej oderwać uszu(?!) ;)
Usuńej, ej, ej, to jest całkiem niezłe! ciekawie, nietuzinkowy pomysł, dobrze się czyta, w dodatku bardzo podoba mi się szablon. jeśli możesz powiadamiaj mnie o nowych notkach na went-away.blog.onet.pl . pozdrawiam i życzę weny :3
OdpowiedzUsuńhttp://noowejutro.blogspot.com/2012/05/prolog.html . Fajnie :) zapraszam do mnie! ;d
OdpowiedzUsuń