...Czyli mniej więcej co autor miał, a raczej ma na myśli. Dobrze, zacznijmy od początku. Miałam sen... Piękne słowa, prawda? Do tej pory śniło mi się wiele głupot, łącznie z naleśnikami z serem, aż tu taka niespodzianka. Przerażający koszmar z mną w roli głównej zawitał do mojej głowy. Było to może z trochę większą połowę roku temu. Podczas krótkiego okresu mój sen ewolouował przybierając postać powieści pisanej wyobraźnią podczas snu lub matematyki. Zaczęłam luźno spisywać różne sceny aż w końcu wzięłam się za moje opowiadanie. Pisałam zawzięcie aż w końcu nastało twórcze zahamowanie. Odłożyłam, wtedy jeszcze historię Amelii, na parapet i powróciłam do szkolnych obowiązków. Po pewnym czasie zaczęło mi jej brakować, postanowiłam reaktywować się z pełną siłą w wakacje. Wyciągnęłam laptop żeby było profesjonalnie, odrzuciłam starą formę i zaczęłam od początku. Wakacje minęły, a ja miałam 41 stron dokumentu w wordzie. "To już było coś"-myślałam. Mimo tego powieść trafiła na kolejny okres czasu do zapomnianej strefy mojego komputera.
Dopiero niedawno postanowiłam ja znaleźć i reaktywować w zupełnie innej formie. Natchnienie przyszło w formie kolejnego koszmaru spowodowanego prawdopodobnie czytaniem biografii Goi i za dużymi dawkami sernika. Efekty możecie widzieć już dziś.