W świetle wypalającej się świecy coś delikatnie zabłysło i z metalowym brzdęknięciem uderzyło o kamienną posadzkę. To zmęczony artysta, mistrz Goya, wypuścił ze swoich rąk narzędzie pracy. Znużony chorobą i wiszącym nad Hiszpanią widmem inkwizycji zasnął opierając głowę na drewnianym blacie. Rozrzucone dookoła kartki papieru przedstawiały demony, które dość często niweczyły piękne marzenia senne wielkiego Hiszpana. Dziś nie było inaczej. Upiory nie dawały spokoju majaczącemu artyście. Plątanina niewyraźnych słów i markotnych wyznań przecinała ciepłe, spokojne powietrze. Nagle, płomyk świecy zgasł. Mrok okrył pracownię malarza pozostawiając go sam na sam z koszmarem. W pewnym momencie artysta zamilkł. Zapanowała cisza. Wcześniejsze krzyki przekształciły się w gęstą mgłę. Z wirujących chmur zaczęły się wyłaniać senne demony artysty. Zupełnie niepodobne do tych z rycin. Wabiły swoim wyglądem, głosem i zapachem. Zdenerwowane, zdezorientowane krąży wokół tego kto je powołał. Artysty, który za sprawą swoich rysunków wyrwał ich ze swojego dotychczasowego życia. Życia do, którego nie wiedziały jak wrócić...
Fajny blog :) Będę odwiedzać ;)
OdpowiedzUsuń